Zrozumieć sens cierpienia



Każdy, kto ma otwarte oczy, dostrzeże wkoło ból i cierpienie. Niepojęte, trudne do udźwignięcia splecione nierozłącznie z naszym życiem. Może cierpieć nasze ciało, organizm, jak i nasze wnętrze, dusza. Boimy się bólu i słabości, więc, gdy nas spotyka często zadajemy pytanie, dlaczego nas to spotkało? Cierpienie to najcięższa próba. Można wtedy zagubić sens życia, załamać się i wołać: “Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił” albo z ufnością szeptać słowa pełne nadziei: “Ojcze, w Twoje ręce składam ducha mego”.

Ojciec Święty Jan Paweł II powiedział: Cierpienie jest po to, aby wyzwalało miłość, ażeby rodziło uczynki miłości bliźniego [-] Cierpienie ludzkie zawsze jest tajemnicą. I bardzo trudno człowiekowi samemu przedzierać się przez jego mroki”. Pomoc cierpiącym jest więc jednym z najważniejszych zadań w naszym życiu. Fakt bólu zna każdy, ale sens cierpienia pojmowany jest przez nielicznych. Aby choć jeden dzień w roku zauważyć, że obok żyją bardziej cierpiący niż my i czekają na konkretną pomoc i życzliwość, 11 lutego każdego roku mamy Światowy Dzień Chorego. Przypada on w dniu, w którym Kościół obchodzi liturgiczne wspomnienie Matki Bożej z Lourdes. Dzień ten w 1992 r. ustanowił Papież Jan Paweł II. Nie każdy może pojechać do Lourdes, ale każdy i to z każdego miejsca może zwrócić się do Maryi o pomoc. Jezus mówi, jak zachować się w cierpieniu; "Byłem głodny, a daliście Mi jeść [-] byłem chory, a odwiedziliście Mnie.” Mamy pomagać cierpiącym, ale też usuwać źródła cierpienia, bo Bóg mówi: "błogosławieni miłosierni", ale i "błogosławieni pokój czyniący". Dzień Chorego w zamyśle Jana Pawła II, jak i obecnego Papieża, to nie tylko święto chorych i tych co ich leczą, ale też czas naszego rachunku sumienia z postawy służebnej względem cierpiących. Oby ten dzień uświadomił nam, że życie ziemskie przemija, a w nim liczy się tylko Miłość.

Pomoc drugiemu, to nasz stosunek do Boga. Nasza obecność przy chorych ubogaca również nas. To taki Boży dar, człowieka dla człowieka. Jan Paweł II powie; „
Wy słabi, fizycznie słabi, poddani cierpieniom, jesteście równocześnie [ -] źródłem mocy dla innych, dla zdrowych, czasem dla tych, którzy swoje zdrowie źle wykorzystują, którzy obrażają Boga, posługując się swoim zdrowiem i swoimi siłami”. Często nie akceptujemy ludzi innych od siebie, a nasze spojrzenie niesie pogardę czy zwyczajny śmiech. Ilu z nas widząc nieszczęśliwego człowieka, odwraca się na pięcie, mija go obojętnie udając, że nic nie widzi. Nie unikajmy cierpiących i nie rańmy cierpkimi uwagami. Sprawmy, by czuli się potrzebni i nie zostali sami z krzyżem.

Jak pomagać choremu by nie utracił nadziei?
Trzeba po prostu z nim być. Czasem nawet nie wolno nic mówić, a tylko wziąć za rękę, popatrzeć w oczy. W spojrzeniu można przelać na drugiego własną duszę z jej uczuciami i doświadczeniami. Troska o chorego ma być wytrwała, delikatna i dyskretna, ot, taka nasza miłosierna miłość. Gdy tak będzie, to nasz chory poczuje się bezpiecznie, bo ktoś jest przy nim! On potrzebuje uśmiechu, ciepła, zainteresowania swoją osobą, co trafnie ujął grecki filozof Epikur z Samos; „Nie tak bardzo jest potrzebna pomoc przyjaciół, ile wiara w ich pomoc”. Widać ile znaczy sama nasza obecność, a zapewnienie, że nie opuścimy chorego, to już w ogóle wspaniała rzecz dla niego. Od razu poprawia samopoczucie, pozwala odzyskać nadzieję i przypomina, że Pan Bóg jest przy cierpiących. Zaufajmy, że zaakceptowane cierpienie staje się lżejsze, nabiera sensu, otwiera oczy na wiele spraw, które były nieistotne, uczy cierpliwości, pokory, daje pokój serca, a nawet radość. Matka Teresa z Kalkuty wyzna; „Samo cierpienie jest niczym, ale cierpienie włączone w Mękę Chrystusa jest wspaniałym darem. Najpiękniejszym darem dla człowieka jest to, że może on dzielić Mękę Chrystusa. Tak, to jest wielki dar i znak Jego miłości”. Benedykt XVI doda, że ofiara Chrystusa jest dla wszystkich i dlatego Eucharystia przynagla każdego, wierzącego, by stawał się ”chlebem łamanym” dla innych, a więc dawał samego siebie w służbie cierpiącym. Jak widać cierpienie jest też darem Boga dla nas, wzorem do naśladowania; „Jeśli kto chce iść za Mną, niech weźmie swój krzyż i naśladuje Mnie..”.

Jak zaakceptować swoje cierpienie?
Otóż nie buntować się, nie złorzeczyć, nie pytać dlaczego mnie to dosięgło, lecz powiedzieć, choćby nawet ze szlochem; „Jezu ufam Tobie, Bądź Wola Twoja”. Wtedy pozostaje tylko oczekiwać na dobro, które Jezus wyprowadzi z cierpienia? Gdy chorujemy, to naszym obowiązkiem jest podjąć leczenie, ale gdy Wola Boża jest inna należy się z tym zgodzić i przyjąć cierpienie jako łaskę. Cała sztuka owocnego cierpienia polega na intencji, czyli woli zjednoczenia się z ukrzyżowanym Chrystusem. Na to nie trzeba dużego wysiłku. Wystarczy myśl, pragnienie, spojrzenie na krzyż, szept wydobyty ze zbolałego serca: „Jezu, wszystko z Tobą, w Tobie i dla Ciebie”, a Bóg już będzie wiedział, co z tym zrobić. Ważne jest, aby nie skupiać się na sobie, na swoich bólach i żalach, ale otwierać serce na innych, a wtedy zauważymy, że mimo choroby możemy być przydatni . W jaki sposób? Może nasza cierpliwość, wypowiedziane słowo, dane świadectwo o Jezusie, zrobiony krzyż na czole będzie dla kogoś pociechą i znakiem do nawrócenia. W końcu Ojciec św. Jan Paweł II najwięcej dla nas zrobił w ostatnich dniach życia, gdy już nic nie mówił,” tylko” nas Kochał. Nie ma szybszej drogi do Boga, jak cierpienie przyjęte z poddaniem się Woli Bożej. Wszędzie czekają ludzie stęsknieni miłości, serca ciepła, obecności bliźniego, dobrego słowa, uśmiechu, a my możemy im to dać, stając się dla nich „chlebem łamanym”. Niech nam pomaga Matka Boża z Lourdes, opiekunka chorych. To nasze „teraz” przepojone miłością może przynieść innym ulgę w cierpieniu, a nawet pomóc w zbawieniu. Spieszmy się, oby nie było za późno i byśmy nie musieli kiedyś z bólem wyznać, jak św. Augustyn: „
Boję się Jezusa przechodzącego. A więc Jezusa przechodzącego obok, Jezusa, którego mijam bez zatrzymania się przy Nim, bez zaproszenia Go do rozmowy, do wspólnoty. A przecież On przechodzi obok mnie tyle razy dziennie w braciach moich, o których powiedział: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych….”

opr. Maria Pelc, Gaude Mater 2/2010, Łańcut

 
© Parafia św. Paschalisa w Raciborzu 2011r. Projekt i wykonanie: o. Barnaba Lewkowicz ofm